Spotkania

Ruszamy z cyklem spotkań dla osób, które czują, potrzebę zmiany dotychczasowego trybu funkcjonowania . Wychodzimy z pośpiechu, zagubienia i napięcia do poczucia spokoju i większej efektywności w działaniu.

Nasz specjalny gość Paweł Bartnik, 8lat mieszkający na Bali, gdzie poznał tamtejszy sposób rozumienia świata, siebie i energi, zabierze nas w podróż do nowej ziemi, czyli codzienności, która nie jest obarczona tysiącem obowiązków i powinności, a pełna lekkości i zadowolenia z tego, co jest.

Spotkania mają formę pracy grupowej. Zaczynamy od medytacji, a potem poruszamy fundamentalne tematy i zagadnienia, każdy może się wypowiedzieć lub być tylko słuchaczem.

Będziemy rozmawiać o tym, jak radzić sobie z nadmiarem myśli i docierać do poczucia wewnętrznego spokoju

Poruszymy tematy tj:

– zarządzanie emocjami
– co robią z nami pragnienia
– czym są marzenia
– jak widzieć siebie i innych oczami akceptacji
– czym jest dobro i zło

Terminy: 19 stycznia g.18.00-21.00
Kolejne spotkania : 6 luty, 16 marca
Miejsce: studio Active woman, ul. Jozefinska 11 (Kraków Podgórze )
Cena: 90zl za 3 spotkania/ pojedyncze wejście 40 zł
Prowadzący: Paweł Bartnik
Organizator: Wysokie Wibracje Ada Stolarczyk
Zapisy: info@wyprawyprzemian.pl

Święto Ciszy

Jedna z naszych Wypraw, zaplanowana była na czas Święta Ciszy. Oto krótka notatka z naszych przygód w tym specyficznym czasie.

Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa- jednym i drugim składają cześć (koszyczki ofiarne trzy razy dziennie).  Każda balijska rodzina buduje swojego demona. Czasami zajmuje im to nawet miesiąc czasu, by 5 marca wypuścić je na wielkie widowisko. My również zbudujemy nasze demony- by się im przyjrzeć, nazwać, oswoić. Wieczorem w miastach odbywa się ogromna parada Demonów. Spotkanie z tym co jest, co w sobie nosimy. Ale już bez demonizacji- teraz w aurze zabawy i celebracji, oraz wdzięczności za wszystko, co mogło się wydarzyć dzięki nim.

Następnego dnia jest Hari Nyepi – święto ciszy. 

Tego dnia – po pożegnaniu demonów, balijczycy wierzą, że nowe Demony przelatują tego dnia nad wyspą, więc wszyscy mieszkańcy udają, że ich nie ma, żeby demony pomyślały, że nie ma po co się zatrzymywać nad taką wyludnioną wyspą. Jest to jedyne miejsce na Świecie, gdzie zamykane jest lotnisko- właśnie na okoliczność tego święta. Panuje całkowity zakaz aktywności: banki, szkoły, wszelakie instytucje są zamknięte. To dzień CISZY. Balijski powrót do wewnętrznego potencjału, własnego centrum, punktu z którego wszystko się zaczyna. 

Dla nas to jedyna w swoim rodzaju okazja do powrotu do własne ciszy. Oswajania się z nią. Detoksu dla przepełnionego myślami umysłu i zmęczonego napięciami ciała. To czas silnej i głębokiej regeneracji. 

Jest to dzień totalnej ciszy dla świata zewnętrzego, po to by i we wnętrzu mógł zagościć ten stan.

Ponieważ cała wyprawa jest procesem, kolejne dni będziemy wzmacniali bycie we własnym centrum, poczucie spokoju, sprawczości i silnej wartości samego siebie. 

Wyprawy Przemian są wyjazdami dla których tak naprawdę nie ma scenariusza. Oczywiście mamy zaplanowane główne atrakcje, miejsca, w których śpimy, ale całość i tak zawsze dyktowana jest tym co niesie ze sobą grupa. Tylko wtedy możliwa jest przemiana, gdy jesteśmy elastyczni i podążamy za tym, co się pojawia w tu i teraz. Dlatego wiemy, jak trudno jest czasami odpędzić się od pomysłu przyjazdu tutaj. Bo jeśli intencja została już wysłana, to moment naszego spotkania jest tylko kwestią czasu. Co bardzo nas cieszy. Przyjeżdżacie naprawdę gotowi do poznania siebie, nawet jeśli ego, stare mechanizmy i skrypty szepcą w głowie inaczej. Bo jeśli cokolwiek warto na świecie czynić, to tylko jedno – świadomość 🙂

Ruch to życie

Jakie to wspaniałe, że mamy zdrowe ciała! Zaczynamy od zastrzyku energii szalenie owocowym śniadaniem, pełnym witamin, świeżości i pysznych balijskich specjałów ( już po czterech dniach sam przestawiasz się na nasi-goreng (ryż smażony z jajkiem i warzywami) jako podstawę porannego jadłospisu. By potem wypełnić go kolejną formą życia, jaką jest ruch. Wsiadamy na rowery i zapuszczamy się w głąb tutejszych wiosek. Samo uczucie ciepłego powietrza na twarzy, odczuwalny wzrost endorfin w ciele i widoki wprawiają w zachwyt. Co jakiś czas robimy przystanek by zasymilować dawkę wrażeń. Jest to bowiem cena otwierania się na piękno i radość – gdy zaczynasz odczuwać ją wszędzie- bez względu na to gdzie i z kim jesteś – koniecznym jest zwiększenie własnej pojemności na doznawanie przyjemności.  Tutaj idzie nam to całkiem nieźle- mimo, że poprzeczka jest wysoka ; )

STACJA BENZYNOWAWyzwaniem jest przyzwyczajenie się do lewostronnego ruchu. Jest to szczególnie trudne gdy pojawi się skrzyżowanie dróg. Jadę na szczęście za mężczyzną – więc odpuszczam sobie kontrolowanie i ufam, że podążając za nim mogę czuć się bezpieczna. Jakie to ważne – by wiedzieć kiedy można odpuścić, poddać się, kiedy przejąć ster.

Na zdjęciu obok stacja benzynowa, która w takiej postaci jest najszybszą formą tankowania skuterów, które są tutaj podstawowym środkiem transportu. Na wyspie ma komunikacji miejskiej.

Zatrzymujemy się w lasku, w którym do drzew przywiązane są kokosy, w których schowane są łożyska dzieci, które urodziły się w tej wiosce. Jest to tutejszy rytuał, mający na celu wzmocnienie istoty przynależności Balijczyków, którzy są z tej ziemi. Jest to symbol ich korzeni, miejsca do którego należą, które ich wzmacnia, gdzie jest rodzina – najważniejsza wartość.

zwierzęta na bali, wyprawa rozwojowa, warsztaty z wyjazdem, wakacje z rozwojemTrafiamy do domostwa, gdzie właśnie częstowani jesteśmy świeżo prażoną kawą, której zapach zniewala. Możliwość zatopienia dłoni w wielkim worze z brązowymi ziarnami jest bezcenny. Dźwięk przesypujących się ziarenek w połączeniu z ich aromatem wprowadza błogość w moje ciało.

Jedziemy dalej, mijamy plantację pomidorów, kawy, Jack fruit, orzeszków ziemnych, różnych rodzajów bananów (bo tam jest ich tak wiele jak u nas wiele jest rodzajów jabłek). Normalnym jest, że spotykamy też zwierzęta – gekony, pająki, ptaki i …. koguty.

Hodowane tam do walk kogutów, które na bali stały się niemalże sportem narodowym. W związku z tym widać je przy wielu domostwach. Wiele z tych zwierząt jest barwionych na różowo lub zielono, by jeszcze bardziej je uatrakcyjnić.

cyclingJadąc przez las palm kokosowych myślę sobie, że adrenalina jaką dawało mi jeszcze przed chwilą trzymanie ogromnego pająka w dłoni jest niczym w obliczu wizji kokosa spadającego na moją głowę. Do tego przejazd przed drewnianą kładkę nad rwistym potokiem, przejazd wąską, spadzistą ścieżką wzdłuż namokniętych pól ryżowych… taaak lubię adrenalinę.

I dlatego druga część dnia idealnie zaspokoiła mój głód na jeszcze więcej doznań. Po raz kolejny zredefiniowałam sobie jak może smakować adrenalina. Z rowerów przesiadamy się na pontony. Po porze deszczowej koryto rzeki jest wypełnione szalejącą, wysoką wodą, która zabiera nasze załogi w swoje wiry i wyboje skalne. Mamy instruktora, który daje silne poczucie tego, że mamy władzę nad tym, co dzieje się z naszą łódką. Świetna praca zespołowa obfitowała w udane manewry, niemniej jednak nadnercza miały świetne warunki do pracy- poziom adrenaliny w czasie 2 godzinnego spływu utrzymywał się na zbliżonym poziomie. Acz po balijsku, co tutaj rozumiem, że w równowadze. W momencie gdy poziom przyjemnego zmęczenia był wystarczający, rzeka jakby uspokoiła się, przed nami wyłoniła się kilkudziesięciu metrowa ściana skalna, na której zostały wyrzeźbione sceny z Ramajany. Ta sztuka jest hipnotyzująca.
Tak sobie myślę, że da Vinci dobrze by się tu czuł- otoczony dziełami, w których jest dusza. Na to wszystko, gdy ucichły nasze radosne krzyki, docierać zaczął

rafting

do nas dźwięk dżungli. Stukocząco, świszcząco wibrujący i masujący bębenki uszne… ekscytujące.

Dzień spędzony na wspólnej aktywności to dobre spoiwo dla całej grupy. Jak działamy nie mamy czasu na analizy, oceny schodzą na dalszy plan, jesteśmy totalnie zaangażowani we wspólną ideę- radość z bycia razem. Taka trochę zrobiła nam się rodzina : )

Droga serca

bratan temple1Pura Ulun Danau Bratan 

Vedyjskie księgi podają, że jest to świątynia czakramu serca ziemi. Miejsce otwierające na miłość, dobro, prawdę, obfitość. Usytuowana na jeziorze, także w bezpośrednim kontakcie z energią życia i śmierci, łagodności i przepływu, wiecznej zmiany.

Jezioro na którym się znajduje powstało z krateru, z którego dziś czerpie się wodę do nawadniania okolicznych pól, dlatego też jest to również świątynia poświęcona bogini płodności, która czuwa nad okolicznymi zbiorami.

bratan temple4Serce i podążanie za nim zawsze rodzi obfitość. Tylko Ego próbuje kreować z braku, porównywania i oceniania, tworząc środowisko walki, zawiści i rywalizacji. Coś, czego tutaj nie ma. Inspirujemy się tym każdego dnia tutaj rozmawiając, obcując i obserwując tubylców. Ludzi, którzy myślą rozwiązaniami. Jeśli coś się stało nie zawieszają się na tym, nie rozmyślają „co wybyło gdyby….zrobić inaczej….wpaść na to wcześniej….” Są zawsze w tu i teraz. Jeśli coś się stało ( u nas nazywamy to „że jest problem”) u nich coś po prostu się wydarza i jedynym rozwiązaniem jest znalezienie wyjścia, lub pozwolenie by samo się znalazło. I ten sposób jest częściej praktykowany. Proste.

Proste dla Balijczyka, trudne dla Europejczyka, który nawykł do tego, by znać odpowiedź zanim usłyszy istotę pytania. Stąd właśnie nasza obecność w Bratan Temple – by na nowo nauczyć się słyszeć to, co ważne.

W tle posąg Buddy, na pierwszym planie MIŁOŚĆ :)
W tle posąg Buddy, na pierwszym planie MIŁOŚĆ 🙂

Jest to miejsce, które silnie odzwierciedla istotę tutejszej mieszanki religii. Na Bali hinduizm miesza się z buddyzmem i różnymi wierzeniami animistycznymi. Praktycznie każde miejsce, każdy żywioł, przedmiot ma swoje bóstwo, opiekuna, któremu należy składać szacunek i offerings (dziękczynne koszyczki ofiarne). Bowiem ich wiara opiera się na tym, że jeśli coś zostało im dane od bóstw, jest to z pewnością to, co powinni otrzymać. Zatem dziękują …. dziękują za wszystko!

I tę głęboką wdzięczność widać w ich spojrzeniach, uśmiechach, ruchach. Poruszają się z gracją, swobodnie, powiedziałabym nawet tanecznie. Uśmiech nie schodzi z ich ust. Ale nie pomylcie tego z sztucznością – oni po prostu mają taki wyraz twarzy. Przyjemnym było to, że po 16 dniach tam ja również złapałam się na tym, że uśmiecham się sama z siebie, mimowolnie, po prostu moja twarz zmieniła swój wyraz.

Świątynia zawiera w sobie posąg buddy, świątynię hindu gdzie składa się offerings, oraz święte drzewo owinięte materiałem w biało-czarną kratkę- symbolizującą istnienie dobra i zła. Szacunek dla obu tych sił. Uznanie, że istnieją obie jakości.

Czasami miałam wrażenie jakby to podejście pozwalało im spać spokojnie, bo nie muszą udawać, że czegoś nie ma (smutku, cierpienia, bólu) i na siłę budować swojego wizerunek na radości i zabawie. To co wyróżnia Balijczyków od innych kultur to ich głęboki i szczery spokój. Spokój, który emanuje radością. Nie ekscytacją, podnieceniem i chwilowym rozradowaniem- a permanentnym stanem spokoju ducha.  Tutaj słowo AKCEPTACJA nabiera realnej i odczuwalnej jakości.

Człowiek naprawdę posiada tylko to, co jest w nim/O.Wilde
„Człowiek naprawdę posiada tylko to, co jest w nim/O.Wilde

Korzystając z możliwości bycia w Bratan Temple podarowaliśmy sobie spacer medytacyjny w tamtejszych ogrodach, by po chwili spotkania się z tym, co w nas, oddaliśmy się medytacji serca. Pięknie jest móc czuć swoje serce, wreszcie je zobaczyć, usłyszeć jego pragnienia i potrzeby. Dobrze jest być – i czuć się z tym dobrze.

Dziękuję Bali : )

 

Nocne wejście na wulkan

PRZYWITANIE SWOJEGO WEWNĘTRZNEGO SŁOŃCA

Istnieje bardzo mocny balijski rytuał wędrówki po swoje światło. Światło, które każdy z nas ma w sobie. Czasami potrzeba sporo czasu, doświadczeń i trudnych chwil by obudzić się do tego światła. I pewnie każdy z nas już takie chwile miał. Ten rytuał jest lżejszą formą doświadczania stanu końcowego takich procesów, czyli akceptacji, zrozumienia i wyższej świadomości dla tu i teraz. 

Wychodzimy w nocy, otuleni rozgwieżdżonym niebem, pod nadzorem balijskich przewodników-piechurów, zdobywamy górę. Krok po kroku idąc w kierunku wschodzącego słońca. By na szczycie pozwolić promieniom słonecznym wpłynąć w nasze ciała. Pozwolić zmęczonemu ciału na puszczenie tego, co jeszcze trzymało i dopuścić do głosu to, co w sercu. Zdobywcy nieba! To my:)

Ta wyprawa to łączenie jakości. Od głębokiej medytacji po szał zakupowy. Od pełnej adrenaliny przygodzie na raftingu czy pod wodospadem, po błogie lenistwo na plaży.

Ta wyprawa to łączenie światów. Zewnętrznego z wewnętrznym. Naprzemiennie będziemy poznawali obcą kulturę, sprawdzali własną reakcję na realna komercjalizację miejsc, uciekali do świętych i jeszcze nietkniętych przestrzeni tak w nas jak i na wyspie. 

Wszystko dla bóstw

SZACUNEK

To co charakteryzuje balijski styl bycia, to spokój. Niebywale odczuwalne bezpieczeństwo bycia tu i teraz. Zapewnia go zapewne szacunek i hołd jaki jest oddawany bóstwom zamieszkującym wyspę. W każdym domostwie, przy restauracji, w centrum handlowym, na plaży- dosłownie wszędzie znajdują się koszyczki ofiarne dla bóstw. Zazwyczaj dwa- jeden dla dobrego, a drugi dla złego. Balijczycy nie koloryzują rzeczywistości wspierając i czcząc istnienie tylko dobrego. Wierzą, że Świat składa się z jasnej i ciemnej strony. Akceptując to, dają sobie pełnie życia. Prawdę.

Tutaj widzimy jak młoda kobieta  w trakcie swojej zmiany kelnerki wychodzi przed restaurację, by złożyć koszyczek, uzupełnić o świeże dary i zapalić w nim kadzidło.

KOSZYCZEK OFIARNY

eko śmieci.mTo tak naprawdę małe dzieło sztuki, w pełni organiczne. Dlatego bez obaw są składane wszędzie i bywa też tak, że na plaży, na ulicy, przed domem napotykamy stertę „Eko śmieci”

Jednak wartym zobaczenia jest sam moment, w którym dzieje się rytuał, który mimo tego, że jest odprawiany 3 razy dziennie przez 365 dni w roku, pochłania swą świętością.  Oddanie i uważność z jaką składa się koszyczek, powoduje, że patrząc na to, mam wrażenie zatrzymania czasu.

Zrobiony z liści bambusa lub palmowca koszyczek wypełniany jest zazwyczaj ryżem ( w wersji nowoczesnej- w supermarketach zamiast ryżu w ofierze składa się ciasteczka), płatkami kwiatów, czasami pieniędzmi, skrapia się święconą wodą i umieszcza w nim palące się kadzidełko.

Możesz sobie zatem wyobrazić przejście ulicą, która unosi się, a ty wraz z nią od zapachu kadzidełek … hmmm

koszyczek (1)

OBFITOŚĆ

estetyka ego.mTego na wyspie nie brakuje. Architektura zachwyca, naleciałości z kultury Chin i Holandii. Bogactwo i przepych kipi na bramach, które na Bali są bardzo gęsto pousadzane. To metafora tego, że nasze życia, to nic innego jak przechodzenia przez kolejne wrota. Ci którzy oglądali w kinach „Atlas Chmur” doskonale poczują ten klimat. Przychodzimy na Ziemię by wypełnić misję duszy, gdy odrobimy jedną lekcję- pojawia się druga i tak dalej, aż do wyczerpania materii ; )

Jednak monumentalne budowle i pięknie zdobienia nie są stawiane po to by obwieszczać wszem i wobec o tym jacy jesteśmy silni, potężni i wspaniali, ale po to, by zachwycać, by dawać przestrzeń na kontemplację. Czuje się zapisane w rzeźbie i malunku części historii.. . Istnieją dwa typy bram. Jedne są otwarte , a drugie zamknięte- w kształcie łuku. To symboliczne rozróżnienie dla lingama i joni, czyli męskiej(lingam) i żeńskiej(joni) energii, czyli kolejnych przeciwieństw, które są niezbędne do funkcjonowania świata i budowania życia.

Własny sposób na biznes

Zajeżdżamy do „balijskiego domu”. Rodzina naszego przewodnika Kerta znalazła swój własny sposób na biznes. Udostępniają swój dom jako punkt zwiedzania.

Obecnie tubylcy zarabiają na turystach, zanim się pojawili, a wraz z nimi dolary i dobra jakie można za to nabyć,  byli samowystarczalni. Żywili się tym, co rośnie wokół nich, śpiewali i byli – i to było kwintesencją życia.

Świat idzie do przodu ( czy to dobrze, czy to niedobrze- kto to wie ;)), poszerzają się horyzonty i zmienia sposób życia i bycia. I taki właśnie sposób okazał się opłacalnym i wygodnym dla obu stron. Dzięki temu nasz przewodnik spotkał się z bliskimi, a my spokojnie mogliśmy podejrzeć ich architekturę codzienności.

Drewniane, zadaszone podwyższenia na planie kwadratu. Oto pokój. Jeden wyposażony w łóżko, a drugi, znajdujący się 20 m dalej, służący jako pracownia. Między nimi ścieżki dające poczucie przestrzeni i zieleń, kwiaty, drzewa owocowe, kaktusy i olbrzymie krotony – nie w doniczkach : )

Co poniektórzy zaszli w stronę kuchni, gdzie na drewnianych ławach spoczywały zielone, krótkie banany , granaty , kokosy, ananasy i liście palmowca, z których wyplatane są talerze. Smaki ZACHWYCAJĄ. Ciekawym widokiem były otwierające się ze zdumienia oczy w towarzystwie przytakującego gestu głową. Przyzwyczajeni do smaku „naszych” bananów, daliśmy się zaskoczyć! HA!

WILLE

dla kontrastu (2)     dla kontrastu (1)

Dla kontrastu balijskich wsi, można napotkać przepiękne wille. Bardzo miłym jest moment, w którym wchodząc na jakąkolwiek posiadłość- jesteś na niej witany z otwartymi rękoma i śnieżnobiałym (jakkolwiek absurdalnie to brzmi) uśmiechem i jasnymi od wewnętrznego światła oczami. Będąc w Ubud przypadkiem weszłam do jednej z takich rezydencji. Jak widzicie na zdjęciach układ pozostaje dokładnie ten sam. Otwarty z każdej strony, zadaszony kawałek podłogi na planie kwadratu. Z tą jedynie różnicą,  że zamiast pracowni rzemieślniczej, znajduje się lobby recepcji, a w sypialni przy łóżku stoi telewizor plazmowy. Niby to samo, a jednak ; )

EMOCJE W DREWNIE

rzezba budda.m    rzezba kobieta.m    rzeźba z hibiskusa.m

A że apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Nasyceni sobą nawzajem i owocowymi delicjami, wybraliśmy się do miejsca powstawania tutejszego rzemiosła. Rzeźbione z drzew hibiskusa (naturalnie dwukolorowe drewno- zdjęcie hibiskus rzeźba), jak i hebanowe i mahoniowe. I tu znów zachwyt- ława, która wykończona jest sylwetką kobiety… ale jaką- pełną namiętności i akceptacji dla swojej seksualności… z resztą sami zobaczcie.

Tak pełne wyrazu rzeźby odzwierciedlają kult dla Sziwy i Shakti – boga i bogini seksualności drzemiącej i czekającej na rozbudzenie w każdym z nas.

Posągi Buddy, które uśmiechając się do Ciebie, powodują, że i ty zaczynasz się uśmiechać w swoim środku. Magia?  Czy po prostu czysty odbiór sztuki, nie tylko jako efektu końcowego w postaci statuetki, ale energii i wibracji jaką czujesz gdy obcujesz z tym przedmiotem. To zupełnie tak, jakby spokój i zaangażowanie w kreację rzemieślnika promieniowała na oglądającego dzieło końcowe.

Wyobraźcie sobie jak siedziało się na krzesłach w kształcie dłoni, przy stole, którego fundamentem była para kochanków… polecam

DSC_0081

Małpi gaj

EUROPEJSKIE ŁUPY?

malpy3 (2)Zajeżdżamy do Małpiego Gaju – podobno dla Balijczyków jest to miejsce współżycia ludzi z naturą. Aktualnie to czego doświadczyłam to nauka przetrwania i kolejna próba obserwacji własnego przywiązania do materii. Kolejny sprawdzian dla Europejczyków. Przed wejściem do Monkey Forest przewodnik ostrzega i prosi by zdjąć biżuterię, okulary i inne rzeczy/ozdoby, które mogą paść łupem małp.

I tak też się dzieje, skaczące po drzewach, objadające się bananami  i bawiące z miejscowymi psiakami małpy, mają czujne oko na wszelkie błyskotki. Oto jak w prosty sposób to my ( a raczej dodatki nas) stają się zdobyczą. Nie tylko dla małp, ale przede wszystkim dla ich opiekunów – Balijczyków. I tak stajemy się łupem dla samych siebie – ludź dla ludzia.

malpy.MSystem jest bardzo prosty –doświadczyła tego nasza organizatorka Monika-  małpa zabiera okulary, właściciel „łupu” w szoku i totalnej bezradności wobec zgrabnej i szybkiej istoty, zwraca się z prośbą o pomoc do przechadzającego się „przypadkiem” tubylca . I tu wystarczą trzy ruchy ręką, kilka miękko brzmiących wypowiedzianych zdań i małpa wraz ze zdobyczą ląduje u stóp „wybawiciela”, który za drobną sumą, chętnie zwróci zdobycz. Co ciekawe jest to wersja (ta biznesowa)naszego przewodnika. Monika odzyskała swoje okulary po prostu, za uśmiech- nie za dolary.

WYSPA PEŁNA DUSZ

cmentarz.mBalijczycy wierzą, że dusza człowieka jest obecna na ziemi, dopóki może mieszkać w ciele. Dlatego funkcjonuje tu tradycja kremacji(palenia zwłok), bowiem tylko poprzez zdematerializowanie „powłoki”, duch ma szansę na uwolnienie.

Nieopodal Monkey Fores jest miejsce, które zwane jest cmentarzyskiem dusz, gdzie pochowani są Ci, których rodzin nie stać na ceremonię kremacji. Więc do czasu, aż rodziny zgromadzą odpowiednią sumę pieniędzy ( a nie jest to niski koszt) ciała spoczywają w ziemi.

Z racji na to, dzieci do 4 roku życia nie powinny przychodzić w tamto miejsce, bowiem naturalnym jest i Balijczycy bardzo to hołdują, że dzieci widzą duszę i światy astralne. Więc by oszczędzić dzieciom widoku zbłąkanych i chcących opuścić ciało dusz-  nie są tam wprowadzane.

MIMO WSZYSTKO ZABAWA

Zaraz po wejściu do małpiego gaju, masz możliwość  zakupienia kiści bananów, by przy odrobinie odwagi pobawić się z małpami. Efektowne skoki na ręce, głowy i plecy posiadaczy smakołyków to nie lada przedstawienie. Jest przy tym oczywiście ogrom śmiechu i zabawy dla wszystkich.

Na zdjęciu poniżej Kasia, która przyciągnęła do siebie przyjaciela – bez żadnego wabika. Tak oto kończą osoby z sercem na dłoni; )

Ale uwaga! Musisz być fair w stosunku do wszystkich. Nasz kochany kierownik, chcąc skorzystać z okazji „zabawy za darmo”, znalazł samą skórkę banana i nią próbował skusić małpę, która, gdy tylko zorientowała się, że to podpucha, wyszczerzyła zęby i pazury, rzucając się z impetem na biednego Darka, który uciekł w popłochu : )

Sprawiedliwość musi być!

Oczyszczenie

NIBY NIC, A JEDNAK

Na wyspie nie brakuje miejsc, w których można zaznać oczyszczenia, uwolnienia od klątw i złych uroków. Balijczycy nawet nie kąpią się w morzu, wierząc, że tam mieszkają potężne bóstwa i wchodząc do wody, zabiera się ich przestrzeń. Natomiast cześć oddają w położonej na cyplu w Tanah Lot- świątyni mórz i oceanów, przypływów i odpływów. Z szacunku dla żywiołu wody, świadomości, że jest to energia, zarówno dająca życie jak i potrafiąca siać ogromne zniszczenia, do świątyni mają wstęp tylko tubylcy, dla turystów jest ona zamknięta.

Dlatego wejścia do świątyni strzegą kapłani, którzy swym głębokim spojrzeniem, potrafią przeszyć na wskroś. Ale tak przyjemnie przeszyć. Podchodząc do jednego z nich miałam wrażenie, jakby patrząc w moje oczy wiedział o mnie wszystko, tak jakbym dzięki temu spotkaniu sama mogła zobaczyć, co jest we mnie.

tanahlot.m.Można jednak poddać się ceremonii oczyszczenia. W tym celu należy podejść do świętego źródła, które wybija u podnóża skały, na której stoi świątynia  i napić się z niego. Stojący obok w białych sarongach balijscy „kapłani” skropują dodatkowo głowę za pomocą miotełki, tak by wypędzić wszystkie „złe” myśli.  A potem gdy biała głowa jest już gotowa, namaszczają przy pomocy ryżu, przykładając ziarna w na czoło, by otworzyć nas na obfitość. Ceremonię kończy założenie kwiatu migdałowca za ucho, by całość przypieczętować pięknem, jakie każdy nosi w sobie.

I choć całość trwa ok. 3 minut, łącznie z obowiązkowym zdjęciem na facebooka, to dla grupy typu feeling ( jak nazwał nas polski przewodnik Paweł, który towarzyszył nam w czasie wyprawy) ten rytuał może stać się częścią integracji z wyspą.

tanahlot oczy

Brunatne, pełne głębi spojrzenie kapłana, z którego bije spokój i opanowanie i oczy naszej bogini Mery- pełna blasku. Niby nic- a jednak.

tanahlot deszcz

Pewnego dnia najwidoczniej duchy wyspy zdecydowały, że jesteśmy gotowi na to, by spotkać się z żywiołem wody „po całości”. Tego dnia mieliśmy okazję doświadczyć na własnej skórze, słuchu i węchu balijskiego deszczu, choć my nazwalibyśmy to ulewą lub oberwaniem chmury. Zaczyna się bardzo niewinnie, od kilku ciepłych i dużych kropel, które w mgnieniu oka zaczynają mieć kompanów, więcej i więcej. Aż stajesz przed ścianą wody- lecącej z nieba tak silnie i intensywnie, że wyjście „na deszcz” to dodatkowo solidny masaż. Całość przedstawienia kończyć się po ok. 20 minutach, ziemia część wody wchłania, a część oddaje niebu w postaci pary wodnej. I tak po 20 minutach na niebie znów gości słońce. Przepływ i ciągła zmiana.

Nie-dostępność

slon rowny

ROYAL PALACE

W Ubud – balijskiej stolicy kultury mieści się Royal Palace (Puri Saren Agung, Water Palace), dawna siedziba króla ( aż do 1940r.) teraz mieszkają tam również potomkowie. Jest to jedno z najlepszych miejsc tradycyjnych przedstawień balijskich.

Dla mnie jest to miejsce symbolizujące „dostępność tego, co niedostępne”. Z dwóch powodów.

Powód pierwszy – niewiedza

Część pałacu jest dostępna dla zwiedzających, jednak istnieje spory kawałek pięknych przestrzeni, które są przeznaczone dla żyjących tam potomków króla – gdzie nie ma wejścia. O czym nie wiedziałam : ) Jak to mawiał Einstein, tylko ten, który nie wiem że coś jest niemożliwe, jest w stanie to zrobić . Więc ja zauroczona magią tego miejsca, zostałam przywołana przez jedną z obficie zdobionych złotem bram, zaproszona do środka przez zapach kwiatów i szelest wijących się pod stopami gekonów, weszłam do raju.

I nie chodzi tu tylko wrażenia wizualne, choć przestrzeń wokół była zniewalająco urzekająca, w tym miejscu bardziej niż czynniki zewnętrzne na mój stan wpływało samo to miejsce. Przebywanie w tej przestrzeni powodowało, że mój umysł stopniowo, coraz bardziej się wyciszał, uspokajał, a ciało zaczynało uśmiechać do siebie w środku.

dance 3.mMimowolnie zaczerpnięty głęboki wdech- przypomniał mi, że jestem na Ziemi. I wtem pojawił się ubrany w uroczysty sarong Balijczyk, który przywitał mnie sowim promienistym uśmiechem, zapytał skąd jestem i jak się czuję : ) A potem, tak po prostu zaczął oprowadzać mnie po dalszych pomieszczeniach, platformach i świątyniach przynależących do pałacu.

Przykładając palec wskazujący do ust- pokazał mi by zachować szczególną ciszę. Podeszliśmy do palmy o delikatnie, naturalnie złoconych liściach. Złapał mnie za rękę, odsłaniając widok przed nami, przysłonięty wielkim liściem kolejnego palmowca.

Zobacz – powiedział szeptem – tam odbywa się teraz ceremonialna kolacja dla aktorów, którzy za godzinę będą dawali Wam przedstawienie. To u nas bardzo ważne. Najpierw my dajemy sobie radość i zabawę, by to, co chcemy Wam przekazać płynęło z nas, było prawdziwe.

Potem pokazał ich miejsce do tańca i do wypoczynku, oraz toalety po czym uśmiechnął się ponownie, skłonił, składając ręce jak do modlitwy i powiedział, że to miejsce, gdzie teraz jesteśmy jest częścią prywatną i NIE WOLNO TUTAJ WCHODZIĆ.

Czyż nie jest to wspaniałe? Wypełniają się by dawać, zachowując naturalną kolej rzeczy. Balijska chęć dzielenia się i dawania jest rozbrajająca. Czy wyobrażasz sobie taką sytuację w Europie? Ja zacznę : )

Powód drugi – Trans

legong dance.mZ niedostępnością, a raczej ograniczonością kojarzy mi się nasza świadomość i podświadomość. A te miały okazję przejść nie małą ucztę w czasie balijskiego przedstawienia. Legong Dance to pełne kolorów i dźwięków wydarzenie, które mimo, że bez słów, wysyła bardzo czytelny przekaz. Fabuła rzecz jasna nawiązuje do istnienia dobra i zła i ciągłym poruszaniu się przez człowieka w tych przestrzeniach.

Jednak to czym chciałam się z Wami podzielić, to co wyniosłam dla siebie, to uczucie rezonansu z gamelonami. Aktorzy tańczyli w rytm ok. 30 osobowej orkiestry gamelonowo- bębniarskiej wybijające przez 2,5 godziny niemalże jednostajny rytm. Poczucie gdy to dźwięk unosi cię, kołysze i wprowadza w historię o ludzkim istnieniu, miłości i walce pozostało we mnie na długo.

Jak wiemy, muzyka ma wpływ na nasze samopoczucie i stan emocjonalny, oraz fizyczny. Drgania wysyłane przez instrumenty, miałam wrażenie, jakby rozbijały moje obecne struktury, pozwalały im rozpaść się, a potem uformować na nowo. Transowy rytm powodował, że kilkakrotnie zasypiałam, a wybudzała mnie moja własna spadająca głowa : ) To tak trochę jak w czasie masażu, czy terapii czaszkowo-krzyżowej – w momencie, gdy ciało pozbywa się napięć i rozluźnia – zasypiamy : )

DSC_0142