Nocne wejście na wulkan

PRZYWITANIE SWOJEGO WEWNĘTRZNEGO SŁOŃCA

Istnieje bardzo mocny balijski rytuał wędrówki po swoje światło. Światło, które każdy z nas ma w sobie. Czasami potrzeba sporo czasu, doświadczeń i trudnych chwil by obudzić się do tego światła. I pewnie każdy z nas już takie chwile miał. Ten rytuał jest lżejszą formą doświadczania stanu końcowego takich procesów, czyli akceptacji, zrozumienia i wyższej świadomości dla tu i teraz. 

Wychodzimy w nocy, otuleni rozgwieżdżonym niebem, pod nadzorem balijskich przewodników-piechurów, zdobywamy górę. Krok po kroku idąc w kierunku wschodzącego słońca. By na szczycie pozwolić promieniom słonecznym wpłynąć w nasze ciała. Pozwolić zmęczonemu ciału na puszczenie tego, co jeszcze trzymało i dopuścić do głosu to, co w sercu. Zdobywcy nieba! To my:)

Ta wyprawa to łączenie jakości. Od głębokiej medytacji po szał zakupowy. Od pełnej adrenaliny przygodzie na raftingu czy pod wodospadem, po błogie lenistwo na plaży.

Ta wyprawa to łączenie światów. Zewnętrznego z wewnętrznym. Naprzemiennie będziemy poznawali obcą kulturę, sprawdzali własną reakcję na realna komercjalizację miejsc, uciekali do świętych i jeszcze nietkniętych przestrzeni tak w nas jak i na wyspie. 

Wszystko dla bóstw

SZACUNEK

To co charakteryzuje balijski styl bycia, to spokój. Niebywale odczuwalne bezpieczeństwo bycia tu i teraz. Zapewnia go zapewne szacunek i hołd jaki jest oddawany bóstwom zamieszkującym wyspę. W każdym domostwie, przy restauracji, w centrum handlowym, na plaży- dosłownie wszędzie znajdują się koszyczki ofiarne dla bóstw. Zazwyczaj dwa- jeden dla dobrego, a drugi dla złego. Balijczycy nie koloryzują rzeczywistości wspierając i czcząc istnienie tylko dobrego. Wierzą, że Świat składa się z jasnej i ciemnej strony. Akceptując to, dają sobie pełnie życia. Prawdę.

Tutaj widzimy jak młoda kobieta  w trakcie swojej zmiany kelnerki wychodzi przed restaurację, by złożyć koszyczek, uzupełnić o świeże dary i zapalić w nim kadzidło.

KOSZYCZEK OFIARNY

eko śmieci.mTo tak naprawdę małe dzieło sztuki, w pełni organiczne. Dlatego bez obaw są składane wszędzie i bywa też tak, że na plaży, na ulicy, przed domem napotykamy stertę „Eko śmieci”

Jednak wartym zobaczenia jest sam moment, w którym dzieje się rytuał, który mimo tego, że jest odprawiany 3 razy dziennie przez 365 dni w roku, pochłania swą świętością.  Oddanie i uważność z jaką składa się koszyczek, powoduje, że patrząc na to, mam wrażenie zatrzymania czasu.

Zrobiony z liści bambusa lub palmowca koszyczek wypełniany jest zazwyczaj ryżem ( w wersji nowoczesnej- w supermarketach zamiast ryżu w ofierze składa się ciasteczka), płatkami kwiatów, czasami pieniędzmi, skrapia się święconą wodą i umieszcza w nim palące się kadzidełko.

Możesz sobie zatem wyobrazić przejście ulicą, która unosi się, a ty wraz z nią od zapachu kadzidełek … hmmm

koszyczek (1)

OBFITOŚĆ

estetyka ego.mTego na wyspie nie brakuje. Architektura zachwyca, naleciałości z kultury Chin i Holandii. Bogactwo i przepych kipi na bramach, które na Bali są bardzo gęsto pousadzane. To metafora tego, że nasze życia, to nic innego jak przechodzenia przez kolejne wrota. Ci którzy oglądali w kinach „Atlas Chmur” doskonale poczują ten klimat. Przychodzimy na Ziemię by wypełnić misję duszy, gdy odrobimy jedną lekcję- pojawia się druga i tak dalej, aż do wyczerpania materii ; )

Jednak monumentalne budowle i pięknie zdobienia nie są stawiane po to by obwieszczać wszem i wobec o tym jacy jesteśmy silni, potężni i wspaniali, ale po to, by zachwycać, by dawać przestrzeń na kontemplację. Czuje się zapisane w rzeźbie i malunku części historii.. . Istnieją dwa typy bram. Jedne są otwarte , a drugie zamknięte- w kształcie łuku. To symboliczne rozróżnienie dla lingama i joni, czyli męskiej(lingam) i żeńskiej(joni) energii, czyli kolejnych przeciwieństw, które są niezbędne do funkcjonowania świata i budowania życia.

Własny sposób na biznes

Zajeżdżamy do „balijskiego domu”. Rodzina naszego przewodnika Kerta znalazła swój własny sposób na biznes. Udostępniają swój dom jako punkt zwiedzania.

Obecnie tubylcy zarabiają na turystach, zanim się pojawili, a wraz z nimi dolary i dobra jakie można za to nabyć,  byli samowystarczalni. Żywili się tym, co rośnie wokół nich, śpiewali i byli – i to było kwintesencją życia.

Świat idzie do przodu ( czy to dobrze, czy to niedobrze- kto to wie ;)), poszerzają się horyzonty i zmienia sposób życia i bycia. I taki właśnie sposób okazał się opłacalnym i wygodnym dla obu stron. Dzięki temu nasz przewodnik spotkał się z bliskimi, a my spokojnie mogliśmy podejrzeć ich architekturę codzienności.

Drewniane, zadaszone podwyższenia na planie kwadratu. Oto pokój. Jeden wyposażony w łóżko, a drugi, znajdujący się 20 m dalej, służący jako pracownia. Między nimi ścieżki dające poczucie przestrzeni i zieleń, kwiaty, drzewa owocowe, kaktusy i olbrzymie krotony – nie w doniczkach : )

Co poniektórzy zaszli w stronę kuchni, gdzie na drewnianych ławach spoczywały zielone, krótkie banany , granaty , kokosy, ananasy i liście palmowca, z których wyplatane są talerze. Smaki ZACHWYCAJĄ. Ciekawym widokiem były otwierające się ze zdumienia oczy w towarzystwie przytakującego gestu głową. Przyzwyczajeni do smaku „naszych” bananów, daliśmy się zaskoczyć! HA!

WILLE

dla kontrastu (2)     dla kontrastu (1)

Dla kontrastu balijskich wsi, można napotkać przepiękne wille. Bardzo miłym jest moment, w którym wchodząc na jakąkolwiek posiadłość- jesteś na niej witany z otwartymi rękoma i śnieżnobiałym (jakkolwiek absurdalnie to brzmi) uśmiechem i jasnymi od wewnętrznego światła oczami. Będąc w Ubud przypadkiem weszłam do jednej z takich rezydencji. Jak widzicie na zdjęciach układ pozostaje dokładnie ten sam. Otwarty z każdej strony, zadaszony kawałek podłogi na planie kwadratu. Z tą jedynie różnicą,  że zamiast pracowni rzemieślniczej, znajduje się lobby recepcji, a w sypialni przy łóżku stoi telewizor plazmowy. Niby to samo, a jednak ; )

EMOCJE W DREWNIE

rzezba budda.m    rzezba kobieta.m    rzeźba z hibiskusa.m

A że apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Nasyceni sobą nawzajem i owocowymi delicjami, wybraliśmy się do miejsca powstawania tutejszego rzemiosła. Rzeźbione z drzew hibiskusa (naturalnie dwukolorowe drewno- zdjęcie hibiskus rzeźba), jak i hebanowe i mahoniowe. I tu znów zachwyt- ława, która wykończona jest sylwetką kobiety… ale jaką- pełną namiętności i akceptacji dla swojej seksualności… z resztą sami zobaczcie.

Tak pełne wyrazu rzeźby odzwierciedlają kult dla Sziwy i Shakti – boga i bogini seksualności drzemiącej i czekającej na rozbudzenie w każdym z nas.

Posągi Buddy, które uśmiechając się do Ciebie, powodują, że i ty zaczynasz się uśmiechać w swoim środku. Magia?  Czy po prostu czysty odbiór sztuki, nie tylko jako efektu końcowego w postaci statuetki, ale energii i wibracji jaką czujesz gdy obcujesz z tym przedmiotem. To zupełnie tak, jakby spokój i zaangażowanie w kreację rzemieślnika promieniowała na oglądającego dzieło końcowe.

Wyobraźcie sobie jak siedziało się na krzesłach w kształcie dłoni, przy stole, którego fundamentem była para kochanków… polecam

DSC_0081

Małpi gaj

EUROPEJSKIE ŁUPY?

malpy3 (2)Zajeżdżamy do Małpiego Gaju – podobno dla Balijczyków jest to miejsce współżycia ludzi z naturą. Aktualnie to czego doświadczyłam to nauka przetrwania i kolejna próba obserwacji własnego przywiązania do materii. Kolejny sprawdzian dla Europejczyków. Przed wejściem do Monkey Forest przewodnik ostrzega i prosi by zdjąć biżuterię, okulary i inne rzeczy/ozdoby, które mogą paść łupem małp.

I tak też się dzieje, skaczące po drzewach, objadające się bananami  i bawiące z miejscowymi psiakami małpy, mają czujne oko na wszelkie błyskotki. Oto jak w prosty sposób to my ( a raczej dodatki nas) stają się zdobyczą. Nie tylko dla małp, ale przede wszystkim dla ich opiekunów – Balijczyków. I tak stajemy się łupem dla samych siebie – ludź dla ludzia.

malpy.MSystem jest bardzo prosty –doświadczyła tego nasza organizatorka Monika-  małpa zabiera okulary, właściciel „łupu” w szoku i totalnej bezradności wobec zgrabnej i szybkiej istoty, zwraca się z prośbą o pomoc do przechadzającego się „przypadkiem” tubylca . I tu wystarczą trzy ruchy ręką, kilka miękko brzmiących wypowiedzianych zdań i małpa wraz ze zdobyczą ląduje u stóp „wybawiciela”, który za drobną sumą, chętnie zwróci zdobycz. Co ciekawe jest to wersja (ta biznesowa)naszego przewodnika. Monika odzyskała swoje okulary po prostu, za uśmiech- nie za dolary.

WYSPA PEŁNA DUSZ

cmentarz.mBalijczycy wierzą, że dusza człowieka jest obecna na ziemi, dopóki może mieszkać w ciele. Dlatego funkcjonuje tu tradycja kremacji(palenia zwłok), bowiem tylko poprzez zdematerializowanie „powłoki”, duch ma szansę na uwolnienie.

Nieopodal Monkey Fores jest miejsce, które zwane jest cmentarzyskiem dusz, gdzie pochowani są Ci, których rodzin nie stać na ceremonię kremacji. Więc do czasu, aż rodziny zgromadzą odpowiednią sumę pieniędzy ( a nie jest to niski koszt) ciała spoczywają w ziemi.

Z racji na to, dzieci do 4 roku życia nie powinny przychodzić w tamto miejsce, bowiem naturalnym jest i Balijczycy bardzo to hołdują, że dzieci widzą duszę i światy astralne. Więc by oszczędzić dzieciom widoku zbłąkanych i chcących opuścić ciało dusz-  nie są tam wprowadzane.

MIMO WSZYSTKO ZABAWA

Zaraz po wejściu do małpiego gaju, masz możliwość  zakupienia kiści bananów, by przy odrobinie odwagi pobawić się z małpami. Efektowne skoki na ręce, głowy i plecy posiadaczy smakołyków to nie lada przedstawienie. Jest przy tym oczywiście ogrom śmiechu i zabawy dla wszystkich.

Na zdjęciu poniżej Kasia, która przyciągnęła do siebie przyjaciela – bez żadnego wabika. Tak oto kończą osoby z sercem na dłoni; )

Ale uwaga! Musisz być fair w stosunku do wszystkich. Nasz kochany kierownik, chcąc skorzystać z okazji „zabawy za darmo”, znalazł samą skórkę banana i nią próbował skusić małpę, która, gdy tylko zorientowała się, że to podpucha, wyszczerzyła zęby i pazury, rzucając się z impetem na biednego Darka, który uciekł w popłochu : )

Sprawiedliwość musi być!

Oczyszczenie

NIBY NIC, A JEDNAK

Na wyspie nie brakuje miejsc, w których można zaznać oczyszczenia, uwolnienia od klątw i złych uroków. Balijczycy nawet nie kąpią się w morzu, wierząc, że tam mieszkają potężne bóstwa i wchodząc do wody, zabiera się ich przestrzeń. Natomiast cześć oddają w położonej na cyplu w Tanah Lot- świątyni mórz i oceanów, przypływów i odpływów. Z szacunku dla żywiołu wody, świadomości, że jest to energia, zarówno dająca życie jak i potrafiąca siać ogromne zniszczenia, do świątyni mają wstęp tylko tubylcy, dla turystów jest ona zamknięta.

Dlatego wejścia do świątyni strzegą kapłani, którzy swym głębokim spojrzeniem, potrafią przeszyć na wskroś. Ale tak przyjemnie przeszyć. Podchodząc do jednego z nich miałam wrażenie, jakby patrząc w moje oczy wiedział o mnie wszystko, tak jakbym dzięki temu spotkaniu sama mogła zobaczyć, co jest we mnie.

tanahlot.m.Można jednak poddać się ceremonii oczyszczenia. W tym celu należy podejść do świętego źródła, które wybija u podnóża skały, na której stoi świątynia  i napić się z niego. Stojący obok w białych sarongach balijscy „kapłani” skropują dodatkowo głowę za pomocą miotełki, tak by wypędzić wszystkie „złe” myśli.  A potem gdy biała głowa jest już gotowa, namaszczają przy pomocy ryżu, przykładając ziarna w na czoło, by otworzyć nas na obfitość. Ceremonię kończy założenie kwiatu migdałowca za ucho, by całość przypieczętować pięknem, jakie każdy nosi w sobie.

I choć całość trwa ok. 3 minut, łącznie z obowiązkowym zdjęciem na facebooka, to dla grupy typu feeling ( jak nazwał nas polski przewodnik Paweł, który towarzyszył nam w czasie wyprawy) ten rytuał może stać się częścią integracji z wyspą.

tanahlot oczy

Brunatne, pełne głębi spojrzenie kapłana, z którego bije spokój i opanowanie i oczy naszej bogini Mery- pełna blasku. Niby nic- a jednak.

tanahlot deszcz

Pewnego dnia najwidoczniej duchy wyspy zdecydowały, że jesteśmy gotowi na to, by spotkać się z żywiołem wody „po całości”. Tego dnia mieliśmy okazję doświadczyć na własnej skórze, słuchu i węchu balijskiego deszczu, choć my nazwalibyśmy to ulewą lub oberwaniem chmury. Zaczyna się bardzo niewinnie, od kilku ciepłych i dużych kropel, które w mgnieniu oka zaczynają mieć kompanów, więcej i więcej. Aż stajesz przed ścianą wody- lecącej z nieba tak silnie i intensywnie, że wyjście „na deszcz” to dodatkowo solidny masaż. Całość przedstawienia kończyć się po ok. 20 minutach, ziemia część wody wchłania, a część oddaje niebu w postaci pary wodnej. I tak po 20 minutach na niebie znów gości słońce. Przepływ i ciągła zmiana.

Nie-dostępność

slon rowny

ROYAL PALACE

W Ubud – balijskiej stolicy kultury mieści się Royal Palace (Puri Saren Agung, Water Palace), dawna siedziba króla ( aż do 1940r.) teraz mieszkają tam również potomkowie. Jest to jedno z najlepszych miejsc tradycyjnych przedstawień balijskich.

Dla mnie jest to miejsce symbolizujące „dostępność tego, co niedostępne”. Z dwóch powodów.

Powód pierwszy – niewiedza

Część pałacu jest dostępna dla zwiedzających, jednak istnieje spory kawałek pięknych przestrzeni, które są przeznaczone dla żyjących tam potomków króla – gdzie nie ma wejścia. O czym nie wiedziałam : ) Jak to mawiał Einstein, tylko ten, który nie wiem że coś jest niemożliwe, jest w stanie to zrobić . Więc ja zauroczona magią tego miejsca, zostałam przywołana przez jedną z obficie zdobionych złotem bram, zaproszona do środka przez zapach kwiatów i szelest wijących się pod stopami gekonów, weszłam do raju.

I nie chodzi tu tylko wrażenia wizualne, choć przestrzeń wokół była zniewalająco urzekająca, w tym miejscu bardziej niż czynniki zewnętrzne na mój stan wpływało samo to miejsce. Przebywanie w tej przestrzeni powodowało, że mój umysł stopniowo, coraz bardziej się wyciszał, uspokajał, a ciało zaczynało uśmiechać do siebie w środku.

dance 3.mMimowolnie zaczerpnięty głęboki wdech- przypomniał mi, że jestem na Ziemi. I wtem pojawił się ubrany w uroczysty sarong Balijczyk, który przywitał mnie sowim promienistym uśmiechem, zapytał skąd jestem i jak się czuję : ) A potem, tak po prostu zaczął oprowadzać mnie po dalszych pomieszczeniach, platformach i świątyniach przynależących do pałacu.

Przykładając palec wskazujący do ust- pokazał mi by zachować szczególną ciszę. Podeszliśmy do palmy o delikatnie, naturalnie złoconych liściach. Złapał mnie za rękę, odsłaniając widok przed nami, przysłonięty wielkim liściem kolejnego palmowca.

Zobacz – powiedział szeptem – tam odbywa się teraz ceremonialna kolacja dla aktorów, którzy za godzinę będą dawali Wam przedstawienie. To u nas bardzo ważne. Najpierw my dajemy sobie radość i zabawę, by to, co chcemy Wam przekazać płynęło z nas, było prawdziwe.

Potem pokazał ich miejsce do tańca i do wypoczynku, oraz toalety po czym uśmiechnął się ponownie, skłonił, składając ręce jak do modlitwy i powiedział, że to miejsce, gdzie teraz jesteśmy jest częścią prywatną i NIE WOLNO TUTAJ WCHODZIĆ.

Czyż nie jest to wspaniałe? Wypełniają się by dawać, zachowując naturalną kolej rzeczy. Balijska chęć dzielenia się i dawania jest rozbrajająca. Czy wyobrażasz sobie taką sytuację w Europie? Ja zacznę : )

Powód drugi – Trans

legong dance.mZ niedostępnością, a raczej ograniczonością kojarzy mi się nasza świadomość i podświadomość. A te miały okazję przejść nie małą ucztę w czasie balijskiego przedstawienia. Legong Dance to pełne kolorów i dźwięków wydarzenie, które mimo, że bez słów, wysyła bardzo czytelny przekaz. Fabuła rzecz jasna nawiązuje do istnienia dobra i zła i ciągłym poruszaniu się przez człowieka w tych przestrzeniach.

Jednak to czym chciałam się z Wami podzielić, to co wyniosłam dla siebie, to uczucie rezonansu z gamelonami. Aktorzy tańczyli w rytm ok. 30 osobowej orkiestry gamelonowo- bębniarskiej wybijające przez 2,5 godziny niemalże jednostajny rytm. Poczucie gdy to dźwięk unosi cię, kołysze i wprowadza w historię o ludzkim istnieniu, miłości i walce pozostało we mnie na długo.

Jak wiemy, muzyka ma wpływ na nasze samopoczucie i stan emocjonalny, oraz fizyczny. Drgania wysyłane przez instrumenty, miałam wrażenie, jakby rozbijały moje obecne struktury, pozwalały im rozpaść się, a potem uformować na nowo. Transowy rytm powodował, że kilkakrotnie zasypiałam, a wybudzała mnie moja własna spadająca głowa : ) To tak trochę jak w czasie masażu, czy terapii czaszkowo-krzyżowej – w momencie, gdy ciało pozbywa się napięć i rozluźnia – zasypiamy : )

DSC_0142